O autorze
Niemal całe moje życie zawodowe to praca w korporacji.
Coraz trudniejsza gdy z czasem, powoli, ale konsekwentnie opuszczała mnie pasja. Stopniowo te 10-12 godzin pracy dziennie przestawało być przyjemnością, przestawało dawać poczucie misji i sprawstwa, a zaczynało uwierać i doskwierać. Coraz bardziej męczyło.
W tym czasie przyjemności dostarczały mi podróże.
Jednak coraz trudniej było oderwać się od pracy i bez reszty oddać podróżowaniu.
Podczas pierwszej, długiej podróży po Indiach potrzebowałam aż 5 tygodni żeby poczuć, że zwalniam, przestaję się spieszyć i zaczynam zanurzać się w indyjskich kolorach, zapachach i smakach.
To był też czas, gdy przestałam być uważna. Na siebie samą, rodzinę i przyjaciół. Życie zaczęło pędzić, dni znikały jeden po drugim, a ja nie miałam czasu na przeżywanie ich bo….właśnie pracowałam.
Czas to zmienić.
Dziś z korporacji zostają mi wspomnienia i doświadczenie. Dobrze je wykorzystam.

Autorka jest blogerką podróżniczą, (drogomaniak.com) oraz współwłaścicielką marek wegańskich Pureveg.pl i Tempehservice.com ([pureveg.pl
tempehservice.com

Włóczykije z Delty Dunaju.

Delta Dunaju, Rumunia foto: D. Jaworska
Nawet gdybym odebrała tego maila, to zobaczyłabym nic nie mówiący tytuł po rumuńsku Ora sosire/plan mese. Ponieważ byliśmy w podróży, a w trakcie podróży rzadko odbieram maile na bieżąco, to i tego nie przeczytałam. No i zemściło się to nie czytanie maili. Dojechaliśmy do Delty Dunaju i na miejscu próbowaliśmy dotrzeć do pensjonatu Tajemnice Dunaju, w którym zarezerwowaliśmy nocleg. A tu nagle droga się skończyła i dalej była już tylko rzeka. Gdy pytaliśmy o Pensiunea Tainica Delta - nikt nie znał tego miejsca. Telefon pensjonatu albo był poza zasięgiem, albo był zajęty. Minęło sporo czasu, gdy wreszcie udało nam się połączyć. -‘ No dzwonię do Was od rana, wysyłam maile i próbuję dowiedzieć się kiedy po Was wypłynąć do przystani!” – właściciel pensjonatu był zdenerwowany tym, że nie odbieramy telefonu, i nie odpowiadamy na maile. Happy End jest taki, że w rezultacie spotykamy z nim, zostawiamy na 3 dni samochód na parkingu na lądzie, wsiadamy do łodzi i płyniemy na wyspę Uzlina. Przez kolejnych kilka dni będziemy odcięci od świata. Woda, przyroda i my.


Uzlina czyli wyspa ze szkołą, do której nie chodzą żadne dzieci.
Wyspa i jednocześnie osada Uzlina leży w Delcie Dunaju, w okręgu Tulcza.
Jedyny dostęp to droga wodna przez Dunaj. Wyspa znajduje się około godziny drogi łodzią od ujścia rzeki do Morza Czarnego.

Delty rzek to miejsca zawsze zagrożone powodziami. Uzlina także rokrocznie zmagała się z żywiołem.

Wyspę zarasta dzika roślinność. To nie tylko obszar gniazdowania różnorodnych gatunków ptaków, ale także dom dla wielu innych gatunków zwierząt. Wilki, lisy, zające, piżmaki, wydry i norki to fauna licznie zamieszkująca te okolice.


Kiedyś, a działo się to w trakcie rządów Nikolae Ceausescu, Wojewoda tego regionu wpadł na pomysł jak pomóc Uzlinie uchronić się przed powodziami.
- „To region bogaty w faunę, idealny do organizacji polowań na ptactwo i inną zwierzynę” – myślał.
„Gdyby tak Ceausescu wybudował tu sobie daczę, jego służby musiałyby chronić cały region przez powodziami.”

Wojewoda zabiegał o to i wreszcie zrealizował cel; zainteresował ekipę Ceausescu okolicą dzikiej Uzliny.
Nie minęło dużo czasu, a dacza dla wodza zaczęła powstawać.
Przebiegły Wojewoda nie przewidział jednak tego, jak duża była obawa Ceausecu przed wrogami jego reżimu.
A obawa była tak wielka, że aby dacza mogła powstać, cała lokalna społeczność musiała zostać wysiedlona.
Na wyspie do dziś stoi jedynie murowany budynek szkoły.
Kompletnie opuszczonej.
Bo do tej szkoły, od czasu likwidacji wioski Uzlina, nie chodzą już żadne dzieci.

Co ciekawe, Nikolae Ceausescu nie zamieszkał w daczy na wyspie. Mówi się, że nie przespał tu nawet jednej nocy.

Dziś w osadzie mieszkają jedynie przyjezdni. Ci, którzy wykupili ziemię pod dacze, pensjonaty i resorty.
Na szczęście, to ludzie świadomi, którzy chcą chronić środowisko i organizują turystykę z poszanowaniem natury.


Ptaki, ryby i rybacy - włóczykije
Obszar Delty Dunaju zajmuje ponad 3,5 tys km2. Rośnie tu ponad 1200 gatunków roślin, żyje ponad 300 gatunków ptaków i ponad 80 gatunków ryb słodkowodnych.

Pływając rzekami i jeziorami ma się wrażenie, że to niezwykle bogate środowisko; cała okolica skrzeczy, pluska, ćwierka, świszczy i łopocze.
Na otwartych jeziorach żyją tysiące ptaków.

Na brzegach i pomostach cichutko łowi ryby wielu rybaków. Cierpliwie i bezgłośnie.
W mini przystaniach dookoła wyspy cumują pojedyncze łodzie.

Wszędzie cisza, plusk wody, łopotanie skrzydeł i soczysta zieleń.

Z okolicach wyspy i jezior łowią też ludzie, których nikt dobrze nie zna. Opowiedział nam o nich nasz gospodarz.
To rybacy z Delty Dunaju, którzy do tej pory nie zasymilowali się z mieszkańcami okolicznych miasteczek i wiosek i pojawiają się tu tylko latem, na łowy.
Podobno nie mają dokumentów, nie mają obywatelstwa.

Uwierzylibyście, że w dzisiejszych czasach, w środku Europy żyją mieszkańcy, którzy są bezpaństwowcami?
Dzieci, które po urodzeniu nie są nigdzie rejestrowane, nie uczą się i wyrastają z nich kolejne tajemnicze postacie w ciemnych strojach, czasem w kapeluszu i koniecznie z wędką w ręku?

Płynąc łodzią zobaczyłam kogoś takiego stojącego wysoko na brzegu. Widziałam go pod słońce, więc niewyraźnie; nie zobaczyłam rysów jego twarzy, a jedynie zarys postaci. I mówię Wam, to był Włóczykij!
Trwa ładowanie komentarzy...